blog ogólnego przeznaczenia
RSS
wtorek, 21 lipca 2009
Perełki Clan of Xymox na tubie.

Chyba nie tylko ja nie ogarniam nawału filmów, które co moment są wrzucane na jutubę. Ostatnio miałem chwilkę i przekopałem dwadzieścia z hakiem stron filmików z Xymoxami i udało mi się znaleźć kilka ciekawszych.

1. Pierwsza wersja A Day

Ponoć kręcona przed bardziej znanym teledyskiem jednego z większego hiciorów grupy. Szkoda, że nie ma całości...

2. Dream House

B-Side z singla, który obecnie jest właściwie nieosiągalny.

3. Danie główne

Czegoś takiego to nawet ja nie spowdziewałem się znaleźć. Zremasteringowane nagranie VHS utworu 7th Time z koncertu w Warszawie w 88 roku. Przecudna aranżacja, na prawdę jest się czym popodniecać; pytam tylko, dlaczego mama mnie tam nie zabrała?


Poniważ nie wiem jak to zrobić, żeby domyślnie film był w wysokiej jakości polecam klinąć HQ.

PS. Jak to miło ze strony Ronniego, że nowy album wychodzi dokładnie w moje urodziny

poniedziałek, 01 czerwca 2009
La Ru.

Chyba warte obczajenia, zwłaszcza, że dostało się na 2 miejsce w UK. Takie niby świeże odkrycie. Pierwsza płyta będzie jakoś w tym miesiącu.

PS. W ogóle chcąc wkleić to wideo na bloga natknąłem się na absurdalne ograniczenia youtuba i last.fm-a, które ta taki to proceder nie pozwalają. Pomijając prawdopodobnie wątpliwej jakości zabezpieczenia przeciwko takim operacjom (nie znam się na tym i nawet nie próbowałem na siłę wklejać) i tak nie widzę w tym żadnego celu, zwłaszcza, że konkurencja (czyt. dailymotion) jakoś nie ma oporu, żeby udostępnić skrypt do wklejenia na stronę. Zastanawiam się, kiedy to ta konkurencja przejdzie na ciemną stronę mocy (a nie wątpię, że wcześniej czy później to nastąpi), gdzie priorytetem jest blokowanie ludziom dostępu do kultury. Ech, tylko iść i się pociąć :/

czwartek, 02 kwietnia 2009
Dziwne dzielnice z księżycem – Akt 3.
...czyli raport z nWoD-owego mini LARP-a

Gdyby ktoś, kilka dni wcześnie, spytał mnie o plany na obecny wieczór, w odpowiedzi zapewne usłyszałby coś straszliwie nudnego. Jego zdziwienie mogłoby nawet dorównać mojemu, gdyby tylko dowiedział się, że siedzę w wielkim osiemnastokołowcu razem z kumplami z licealnej klasy, dziwnym kolesiem, którego histeryzowaniu dorównuje chyba tylko liczba kolczyków na twarzy oraz ciemnym, zakapturzonym, podającym się za nieboszczyka typem, nie wspominając o jego paranormalnej córeczce. Właściwie nie wiem dlaczego piszę o tych wydarzeniach z takim dystansem. Być może dlatego, że ich powaga jeszcze do mnie nie dotarła, być może dlatego, że zawsze czułem, że tam, w ciemnościach, coś jest – coś równie przerażającego, jak nasze najgorsze senne koszmary. Przekazy ludowe z wielu części świata i z różnych momentów historii mają wiele wspólnych elementów, których nie można ignorować i które to tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy na tym świecie sami.

Można by przypuszczać, że niezwykłe zdarzenia w domu Rashada oraz napad gangu ludzi w maskach z egipskimi hieroglifami to szczyt tego, co może przyswoić umysł zdrowego człowieka w tak krótkim czasie. Myślałem, że wizyta na policji w celu wyjaśnienia całego zamieszania będzie tego zakończeniem, a rozwiązaniem tej sprawy zajmą się powołani do tego ludzie. Wyraz twarzy inspektora Młynarskiego podczas czytania kartki przyniesionej mu przez podwładnego zniweczył moje nadzieje na spokojne spędzenie reszty wieczoru. Wiadomość o śmierci Jacka Tarskiego była dla mnie silnym ciosem, lecz można powiedzieć, że podświadomie wszyscy się tego spodziewaliśmy. Te dziwne listy są niejako fatum.

Z moich rozmyślań wytrącony zostałem przez inspektora, który kazał mnie oraz Konstantemu natychmiast się zbierać. Wyruszyliśmy w kierunku miejsca zbrodni, które znajdowało się na ulicy Ofiar Oświęcimskich. Było to na ciemnym podwórku, przy charakterystycznych garażach, które są tak powszechne w tej części miasta. Na ciele widoczna była jedna rana cięto–szarpana, od brzucha, przez mostek w kierunku szyi. Żadnych śladów walki, żadnej próby obrony, żadnych światków. To ostatnie budziło największe wątpliwości, bo przecież ta część Wrocławia o tej porze jest stosunkowo często uczęszczana. Jedyną poszlaką był znaleziony przez Konstantego ułamany koniec zwierzęcego pazura pozostawiony w ranie, co wprowadziło nas w jeszcze większą konfuzję. Od razu rzucił mi się w oczy rytualny charakter zabójstwa, jednak moja hipoteza została uznana za mało prawdopodobną. Z naszej rozmowy o potencjalnym zabójcy wyrwał nas komunikat dobiegający z krótkofalówki Młynarskiego – doszło do kolejnego morderstwa – ofiarą jest inspektor Kowalski, który rozwiązał zagadkę podobnych zabójstw w Warszawie. Widać Wrocław przerósł jego możliwości jako śledczego.

Od tej pory z każdą minutą wszystko nabierało tempa. Byliśmy w tak wielkim szoku i do tego stopnia przerażeni, że teraz, z perspektywy czasu, nie jestem w stanie wiele sobie przypomnieć. Po przybyciu na miejsce, nad fosą miejską, tuż za Teatrem Lalek i pomnikiem Chrobrego przeżyliśmy makabryczne déjà vu. Żadnych śladów, tylko ta sama rana spowodowana tym samym narzędziem. Może nieco mniej dokładna i bardziej toporna, co tylko świadczyło o tym, że została spowodowana dokładnie tym samym pazurem, którego drugi kawałek spoczywał zapakowany w torbie Konstantego. Jedyne co znaleźliśmy przy ciele to uspokajające i psychotropowe środki farmakologiczne, którymi zapewne faszerował swoją córkę. Widać nie specjalnie wierzył w jej zdolności parapsychiczne. Nagle usłyszeliśmy szumy – kolejny komunikat – kolejne zabójstwo. Ta krótkofalówka chyba nie przynosi szczęścia. Ktoś po kolei eliminuje świadków całej sprawy, a następną ofiarą okazał się Rashad – właściciel Aerdii, do mieszkania którego mieliśmy przyjemność się włamać dnia poprzedniego. Teraz definitywnie możemy go wyeliminować z kręgu podejrzanych.

Rashad został zabity na skwerku przy ulicy Krasińskiego, dokładnie w ten sam sposób. Dwa identyczne zabójstwa mogą być zbiegiem okoliczności, trzy świadczą o tym, że wszystko jest dokonane z rozmysłem i premedytacją. Każdy z nas wymyślał kolejne dziwne, coraz mniej prawdopodobne hipotezy odnośnie sprawcy tych makabrycznych czynów. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że robiliśmy to tylko po to, aby nie dać po sobie poznać tego, że jesteśmy świadomi tego ponadnaturalnego zła, które to wszystko spowodowało. To była właściwie ostatnia próba zachowania resztek normalności tego wieczoru.

W końcu do nas trafiło, że przecież to bardzo mało prawdopodobne, aby właściwie wszystkie osoby mające związek ze sprawą spacerowały sobie po ciemnych zaułkach i parkach Wrocławia w czasie, gdy cała reszta ludzi pracy już dawno śpi w domowym zaciszu. Co więcej, każde kolejne miejsce zabójstwa zdawało się być oddalone od poprzedniego o taki sam kawałek drogi. Spojrzeliśmy na mapę, gdzie naszkicowaliśmy wszystkie te trzy punkty odwiedzone dzisiejszego wieczoru. Za czwarty punkt obraliśmy ulicę Nożowniczą, gdzie doszło do zbrodni, która rozpoczęła nasze mroczne śledztwo. Po chwili zauważyliśmy, że wystarczy dorysować jeden punkt, aby ten ze wszystkimi innymi utworzył wierzchołki pentagramu. Natychmiast ruszyliśmy do ostatniego miejsca – parku Juliusza Słowackiego.

Cienie przemykające przed nami, gigantyczny niepokój, skowyczące bezpańskie psy, paraliżujące przerażenie, strzały – tylko tyle zostało mi w głowie z tych kilkunastu minut. Ochłonąłem dopiero, jak ujrzałem dwa martwe monstrualne ciała od pasa w górę kocie, a poniżej ludzkie. Były one dla mnie dostatecznym dowodem na nadnaturalność obecnych wydarzeń. Co prawda Konstanty snuł hipotezy na temat możliwości sztucznego wyhodowania takich potworów, lecz przypuszczam, iż nawet on, człowiek nauki, sam w nie nie wierzy. Mi one raczej kojarzyły się z wizerunkiem egipskiej bogini miłości Bast, czy inaczej Bastet. Czyżby wierzenia starożytnych miały pokrycie w rzeczywistości?

Samo miejsce i „ciała” zostały zabezpieczone przez policję, a my ruszyliśmy wraz z Młynarskim w kierunku Bramy Oławskiej, aby zaznać nieco spokoju przy filiżance ciepłego napoju. W przejściu podziemnym inspektor zatrzymał się i zapatrzył, jak zahipnotyzowany we wnękę w murze. Zorientowawszy się, nie potrafił swojego dziwnego zachowania wytłumaczyć. Nauczenie doświadczeniami tej nocy, nie zignorowaliśmy tego, pozornie absurdalnego sygnału i zaczęliśmy badać ścianę. Konstanty po chwili znalazł luźną cegłę i udało mu się doprowadzić do otworzenia sekretnych drzwi w murze. W oddali zauważyliśmy przemykającą, odzianą w karmazynowe szaty postać. Pogoń za nią doprowadziła nas do dziwnej komnaty, gdzie na podłodze i suficie wyrysowany był olbrzymi pentagram.

Ścigany przez nas stał pośrodku i mamrotał jakieś dziwne formuły. Bojąc się, że ten tajemniczy rytuał może być przerażający w skutkach zacząłem go szturchać i rozpraszać. Moje działania przyniosły oczekiwany rezultat, a sam akolita, jeśli mogę go tak nazwać, zaczął coś bełkotać o Pani, nowym porządku. Swoją drogą ani razu nie odniósł się wprost do niej jako Bastet, czego od niego oczekiwałem, a co może tylko świadczyć, że jest czcicielem czegoś ponad nią. Niektórzy uczeni twierdzą, że pentagram jest symbolem prabogini, która była czczona w różnych kulturach pod różnymi imionami. Akolita próbował również nas przekonać, abyśmy do niego przystali, używając do tego argumentów w postaci nieco bardziej nowoczesnej – broni palnej.

W tym całym zamieszaniu spostrzegliśmy, że Młynarskiego nie ma tutaj z nami. Przypuszczenia, że poszedł sprowadzić posiłki zostały potwierdzone w momencie gdy do komnaty przybył oddział brygady antyterrorystycznej. Co dziwne, z nie wiadomo jakich powodów, skierowali swoją broń nie przeciwko akolicie, lecz przeciwko nam. Młynarski jednak był cały czas po naszej stronie, czego dowiódł robiąc zamieszanie czymś w rodzaju świecy dymnej. W tym całym bałaganie udało nam się zbiec, a po chwili zadzwonił do nas Wiking, że czeka na nas w ciężarówce tuż ponad Bramą Oławską. Razem z nim zastaliśmy tajemniczą postać, która zidentyfikowała się jako prawdziwy inspektor Kowalski, a ten z którym mieliśmy cały czas do czynienia miał być tylko podstawionym człowiekiem.

Razem z córką Kowalskiego, Roguckim oraz cennym załadunkiem – sarkofagiem z ciałem rzekomego ostatniego wcielenia bogini Bast, widziany przez nas w domu Rashada ruszyliśmy w kierunku Pragi gdzie mamy złapać samolot do Egiptu. Według Kowalskiego jeśli zwrócimy sarkofag tam, skąd pochodzi, to może wtedy we Wrocławiu zapanuje spokój (choć ja sam szczerze w to wątpię).

22.03.2009 Grzegorz N.
dr atropologii

Powyższe zdarzenia są wymyślone, a podobieństwo do realnych osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone ;-)

sobota, 13 grudnia 2008
Analiza probabilistyczna ryzyka.
W najnowszej edycji pewnej głupiej losowej gry pojawiły się takie rzeczy jak nagrody, które wydają się mieć duży wpływ na rozgrywkę, być może nawet większy niż nasze szczęście czy pech. Aby określić, jak bardzo nasi żołnierze mogą ucierpieć w wyniku posiadania przez przeciwnika przewagi taktycznej zrobiłem pewną, drobną analizę tzn. przeliczyłem wszystkie możliwości ;). Założenie jest takie, że wszystkie ataki są atakami typu 3 armie kontra 2. Rozważanie innych ataków trochę komplikuje obliczenie tego, co jest w 2-óch ostatnich tabelkach.

att. = attacker has
def. = defender has
air. = airport
dice = additional attack/defence dice
att. wins = 2 hit for atacker
draw = 1 hit for both
def. wins = 2 hit for defender

| att. | def. | att. wins | draw | def. wins |
| ---- | ---- |       37% |  34% |       29% |
| air. | ---- |       51% |  31% |       18% |
| ---- | air. |       24% |  41% |       35% |
| dice | ---- |       46% |  33% |       21% |
| ---- | dice |       23% |  29% |       48% |

| att. | def. | expexted att. loses | expexted def. loses |
| ---- | ---- |                0,92 |                1,08 |
| air. | ---- |                0,67 |                1,33 |
| ---- | air. |                1,11 |                0,89 |
| dice | ---- |                0,75 |                1,25 |
| ---- | dice |                1,25 |                0,75 |

if your no. of attacks equals no. of defends

| if you have | wins | draws | defeats |
| nothing     |  33% |   34% |     33% |
| airport     |  43% |   36% |     21% |
| off. dice   |  38% |   34% |     29% |
| def. dice   |  43% |   32% |     26% |

| if you have | expected loses per battle |
| nothing     |                         1 |
| airport     |                      0,78 |
| off. dice   |                      0,92 |
| def. dice   |                      0,84 |

Jakby komuś się nudziło, to tu jest skrypt pythonowy, za pomocą którego można sobie policzyć wszystkie przypadki: RiskAnalyzer
czwartek, 05 czerwca 2008
Termostat na wakację.

Jak to zwykle bywa, na upał wakacji pomaga jedynie dobry synthpop.


Thermostatic - Driving

Co więcej, tego fajnego zespołu można sobie posłuchać i ściągnąć za darmo z serwisu last.fm.
Klik, klik:

poniedziałek, 05 maja 2008
PSubFilter 0.1 Alpha.

Postanowiłem udostępnić do użytku publicznego mój konwerter napisów napisany w Pythonie. W założeniu miała to być lekka aplikacja, którą łatwo będzie rozszerzać, służąca do zmiany formatu, kodowania, czy struktury napisów. Umieszczam, w nadziei, że komuś się przyda.

Co należy powiedzieć o aplikacji:

  • Program jest generalnie słabo przetestowany, w szczególności nie gwarantuję zgodności wyprodukowanych napisów z ich specyfikacją, w ogóle nic nie gwarantuję :-)
  • Generalnie starałem się napisać program tak, by łatwo było go rozszerzać. Wątpię by komuś się chciało rozgryzać kod, by cokolwiek dopisywać, jeśli jednak ktoś miałby na to ochotę, służę pomocą.
  • Schemat działania programu:
    • Napisy zostają wczytane z formatu wejściowego do metaformatu,
    • Na napisy zostają nałożone filtry w kolejności podanej przez użytkownika,
    • Napisy zostają zapisane w formacie wyjściowym.
  • Obsługiwane formaty napisów:
  • Opis dostępnych filtrów:
    • timeshifter - przesuwa napisy w czasie o podaną wartość w sekundach - przykład użycia: -f timeshifter,-2.2
    • winutfer - zamienia kodowanie z windowsowego na utf, bardzo zalecane przy konwertowaniu napisów na np. USF, w którym utf jest wymagany (niestety nie bawię się w automatyczne rozpoznanie kodowania)
    • coder - zamienia jedno kodowanie na drugie - przykład użycia: -f coder,Windows-1250,utf-8
    • juster - zmienia rozkład napisów w linijkach, tak aby liczba znaków w linii nie przekraczała podanej - przykład użycia: -f juster,30
    • printer - drukuje napisy na ekran
Wymagania:


I tu jeszcze bardzo pobieżny manfile, żeby było wiadomo jak tego użyć:

NAME
  psubfilter - converts subtitle
SYNOPSIS
  python psubfilter.py [-i input_file] [-o output_file]
  [-I input_format] [-O output_format] [FILTERS] [OPTIONS] ..
DESCRIPTION
  -i input_file
  -o output_file
  -I input_format
  -O output_format
    input_format/output_format = microdvd,[fps] | mplayer2 | tmplayer | subrip | usf
  -f filter_name
    filter_name = timeshifter,[shift] | juster,[max_char_in_line]
EXAMPLE
  'python psubfilter.py -i input.txt -o output.txt -I microdvd,25.0 -O mplayer2 -f timeshifter,-1.2'

DOWNLOAD:
PSubFilter 0.1 Alpha

Zgłaszać błędy można zarówno w komentarzach, jak i na maila.

niedziela, 30 grudnia 2007
Amethystium - Gates of Morpheus.

Jakiś czas temu last.fm udostępniło do posłuchania jeden z moich bardziej ulubionych utworków. Klikamy na strzałeczkę i słuchamy...

Tu był kiedyś widget, za pomocą którego można było sobie posłuchać muzyczki. Niestety chyba artysta wpadł na pomysł, że nie chce by fani dalej słuchali jego utworów i kazał im spadać. Jakby ktoś chciał to utwór jest tutaj

środa, 21 listopada 2007
Ale numer!

Pare dni temu na http://wykop.pl pojawiła się pewna społeczna inicjatywa (http://www.wykop.pl/link/33966/niech-sie-wlosi-zdziwia). Chodziło generalnie o to, aby w duchu patriotyzmu zaspamować pewną ankietę, znajdującej się na jakiejś włoskiej stronce sportowej. Dzięki całej akcji już po kilku godzinach wyszło, że Włosi najbardziej na euro boją się Polaków... I nie było by w tym żadnego wielkiego halo, gdyby nie ten oto arykuł na interii - http://sport.interia.pl/szukaj/news/mistrzowie-swiata-boja-sie-polakow,1013707. Admin strony z ankietą sie chyba jeszcze nie połapał i, jakby nie było, jest wesoło :)

wtorek, 11 września 2007
Clan of Xymox.

W sumie stwierdziłem, że najwyższy czas napisać o jednym z lepszych zespołów z jakimi przyszło mi się zetknąć. W końcu trzeba jakoś zabić czas i zawsze lepiej napisać coś na blogu, niż się sponiewierać. :)

Do rzeczy! Grupa została założona w roku 1983 i jej pierwotnymi członkami byli: Ronny Moorings, Pieter Nooten oraz (pani) Anke Wolbert. Na dzień dzisiejszy w zespole pozostał tylko ten pierwszy pan, dobrał sobie kilku fircyków i z nimi próbuje coś tam grać. Nooten oraz Wolbert grają solo, ona nagrała całkiem niedawno album w stylu trip-hopowym, który mi się podoba, hmm... tak sobie. Ale miałem opowiadać chronologicznie.

Swój bufet muzyczny udało im się postawić dzięki temu, że gdzieś tam spotkali ludzi z Dead can Dance i oni tak się podniecili ich demo, że po znajomości wkręcili ich do (jednej z lepszej, do dziś, r3sp3ct) wytwórni 4AD. No i tam nagrali swoje dwa pierwsze, zarazem najlepsze pod względem artystycznym albumy - Clan of Xymox oraz Medusa. Stosunkowo nowatorski styl, niby darkwave, ale nie do końca. Muzyka niezbyt łatwa w odbiorze, ale mnie osobiście zwala z nóg.

Jak to napisał R.A.Salvatore (nie zacytuję dokładnie, bo Piątek mi książki zabrał :P), rzemieślink raz w życiu tworzy dzieło doskonałe i do końca życia jest pusty, bo tej doskonałości już drugi raz nie uda mu się osiągnąć. Tak też było z w.w. zespołem - opuścili 4AD i zmienili nazwę na samo Xymox (WTF?). Kolejne dwa albumy Twist od Shadows (najlepiej sprzedany album CoX - 300 tys.) i Phoenix były nagrane w stylu pop a'la lata 80 o lekko mrocznym posmaku. Ten pierwszy był całkiem fajny, łatwy i przyjemny, drugi już nie tak bardzo. W czasie nagrywania tych albumów mieli jakieś zawirowania kadrowe (Nooten nie nagrywał Twist of Shadows), a po nagraniu Phoenixa Nooten i Wobert opuścili Clan of Xymox.

Od tego czasu CoX twoży praktycznie tylko Ronny Moorings. Zwerbował panią o jakże wdzięcznym imieniu - Mojca Zugna, która grała mu na basie i projektowała okładki. No i Ronny'emu zachciało się eksperymentów, stworzył Metamorphosis oraz Headclouds, które były, jak to określa łagodnie poska wikipedia, "komercyjną i artystyczną porażką". W zamierzeniu miała to być jakaś muzyka taneczna, a wyszło wielkie niewiadomo co. Jeszcze mi się nie udało przesłuchać jakiego kolwiek z tych albumów do końca. Przypuszczam, że Moorings teraz się troszke tego wstydzi.

To się działo w latach 92-93, a w 97 wrócili na scenę pod starą nazwą Clan of Xymox (w między czasie Ronny zwerbował tych swoich fircyków) i zaczęli grać muzykę na kształt rocka gotyckiego. Od tego czasu wydali 5 albumów studyjnych: Hidden Faces, Creatures, Notes from the Underground, Farewell i najnowszy Breaking Point. W każdym kolejnym można usłyszeć coraz więcej industrialu i elektroniki. Krytycy ponoć strasznie chwalili Farewell, który jak na mój gust jest taki sobie, a tytułowa piosenka jest raczej do bani. Podobał mi się za to Breaking Point. Ostatnio wydali singiel Heroes, a tytułowa piosenka jest coverem utworu Davida Bowie'ego. I to chyba tyle, a na koniec tylko zacytuję wandalizm z angielskiej wikipedii, który na chwilę obecną jeszcze istnieje - LONG LIVE CLAN OF XYMOX!!!

--strona oficjalna--
wtorek, 21 sierpnia 2007
Letnie pogo :)

Lato, czas balowania, czas pogo, a jeśli pogo, to tylko w bucikach Kylie :P.

Jazda!

Tu był kiedyś widget, za pomocą którego można było sobie posłuchać muzyczki. Niestety chyba artysta wpadł na pomysł, że nie chce by fani dalej słuchali jego utworów i kazał im spadać. Jakby ktoś chciał to utwór jest tutaj

Planetakis - Pogo In The Shoes Of Kylie Minogue

 
1 , 2 , 3


Creative Commons License
Tekst niniejszego bloga
jest dostępny na licencji:
Creative Commons